-
Wybierz piątą opowieść:
- Zdobycie Baraniej Góry
- Styl dobrego schodzenia
- Beskid Śląski
- Na Kotarz
- Na Skrzyczne
- Do Chaty Wuja Toma
- Stożek
- zacznij raz jeszcze
Polecamy:
- Koniakowski opowieści, Stożek, Wędrówka na Szyndzielię, Do Chaty Wuja Toma, Na Skrzyczne
- Styl dobrego schodzenia, Zdobycie Baraniej Góry, Koniakowski opowieści, Stożek, Wędrówka na Szyndzielię
- Do Chaty Wuja Toma, Stożek, Na Kotarz, Na Skrzyczne, Dobka
- Wędrówka na Szyndzielię, Na Kotarz, Dobka, Beskid Śląski
- Zdobycie Baraniej Góry, Koniakowski opowieści, Stożek, Wędrówka na Szyndzielię, Do Chaty Wuja Toma
- Beskid Śląski, Bez wyciągu z Czantorii, Dobka, Na Kotarz, Na Skrzyczne
Beskid śląski
opowieści
Oto cztery wybrane opowieści
Wędrówka na Szyndzielię
czwarta opowieść
"Wędrówka na Szyndzielię". Od ostatnich zabudowań Szczyrku Biłej położonych powyżej dawnej chatki studenckiej pod Przełęcza Karkoszczonką podążałem pieszo na Klimczok. Początkowo na przełaj, czy jak inni mówią na intuicję i po kilku minutach byłem na szlaku czerwonym. Potem w prawo i dosyć ważnym szlakiem beskidzkim, a słabo oznaczonym przedzierałem się na Klimczok. Schronisko minąłem z prawej strony, a potem poszedłem dalej szlakiem czerwonym do ładnego, choć dużego schroniska Szyndzielnia. Ostatni odcinek drogi, był całkiem inny niż początkowy. Tutaj prawie cały czas rosną buki, choć niektóre pokręcone i karłowate to bardzo ładnie wyglądają. Schronisko Szyndzielnia posiada ciekawą wieżę, która kiedyś pełniła funkcje widokową. Od schroniska zawróciłem w kierunku Karkoszczonki, a potem samochodem zjechałem do Szczyrku.
Dobka
trzecia opowieść
"Dobka". Bardzo trudne było zejście z pełnymi plecakami. Ledwo żywi, chwilę odpoczeliśmy w Ustroniu Polanie. Po przestudiowaniu rozkładu jazdy okazało się, że jednak musimy szukać w okolicy noclegu. Z informacji na mapie wynikało, że najbliżej jest schronisko młodzieżowe PTSM Ustroń - Dobka. Po chwili człapaliśmy w jego kierunku. Jakież było nasze zdziwienie, gdy w schronisku ujrzeliśmy nasze przyjaciółki, już kiedyś w górach poznane. Takie spotkanie pewnie uczciliśmy, a potem poprostu, jak to w schronisku PTSM, poszliśmy osobno spać. Rano, ani nam, ani dziweczynom nie chciało się już gdzieś dalej iść, ale schroniska mają to do siebie, że o godzinie 10,00 kierowniczka zamknęła budynek i byliśmy zmuszeni skończyć toaletę w potoku. Pomachaliśmy dziewczynom i jeszcze się trzeci raz nie spotkaliśmy.
Bez wyciągu z Czantorii
druga opowieść
"Bez wyciągu z Czantorii". Lubię górskie wędrówki, a tego dnia wyruszyłem z kolegą od Kubalonki na Stożek Wielki. Przejście łatwe nie było, bo już mieliśmy troche w nogach, a wczoraj była również trudna trasa. Odpoczynek na Stożku był krótki, a dalej przez Soszów Wielki i Przełęcz Beskidek zmierzaliśmy na Wielką Czantorię. Cały dzień nie piliśmy piwa, aby zaoszczędzić na wyciąg krzesełkowy z Czantorii na dół do Polany. Niestety trudno jest zachować odpowiednie tempo na tak długiej trasie. Informacje na mapach w tamtych czasach celowo bywały nieprecyzyjne i chyba na taki szczegół natrafiliśmy. Stacja kolejki była dokładnie po drugiej stronie góry niż to pokazano na mapie. Również dzięki tym pomyłkom, spóźniliśmy się 10 minut. Zejście z ciężkimi plecakami było koszmarne. Niemal turlaliśmy się po stoku narciarskim.
Koniakowski opowieści
pierwsza opowieść
"Koniakowski opowieści". Dawno temu, kiedy byłem małym chłopcem w naszym ogrodzie mieszkał koń Kleofas. Był bardzo wielki, a mi nie pozwalano się do niego zbliżać. Czasem widziałem jak sąsiad zaprzęgał go do prac polowych. Kleofas wtedy ciągnął pług upaprany często w błocie, a były też chwile, gdy jeździł furmanką na targ do Żywca. Miasto było bardzo daleko, a konik musiał długo ciągnąć bardzo ciężki wóz pełen ziemniaków, buraków lub różnych innych płodów rolnych które gospodarze sprzedawali w mieście. Kiedyś byłem w Żywcu i widziałem z daleka targ. Było tam mnóstwo ludzi i koni, a między furmankami nie sposób było przejść. Długo Kleofas był w mieście. Rano o świcie wyruszał na targ, a późnym wieczorem wracał z lampami, aby oświetlić plac przed domem. Tak naprawde nigdy nie widziałem wyjazdu Kleofasa, bo tak wcześnie nie wstawałem.
