Beskid śląski

Polecamy:

Beskid śląski
opowieści

Gratulujemy wyboru:

zapisz ranking

Beskid Śląski
piąta opowieść

"Beskid Śląski". Noclegi w chatkach studenckich nie służą spaniu. Rano trochę jeszcze niewyspani wyruszyliśmy z dziewczynami do Stecówki, a tam zobaczyliśmy piękny, stary, drewniamy kościółek. W tamtym czasie nikt, a szczególnie w Beskidach, nie zamykał kościółów. Widok pięknego kościoła sprowokował nas do zrobienia sesji zdjęciowej z zabytkowego miejsca przeplatanego naszymi dziewczynami. Wyszły bardzo ładne czarno-białe zdjęcia i bez żadnych podtekstów. Na zdjeciach był stary piękny kościółek i młode, zgrabne dziewczęta ubrane w spodnie moro i koszulki oczywiście. Po tych prawie 25 latach, aż lezka się kręci patrząc na zdjęcia. Byliśmy młodzi. Bardzo miło wspominałem te chwile, a w tym roku odwiedziłem to miejsce i było już jakieś obce. Potem poszliśmy na Przełęcz Kubalonkę do chmielowej beczki.

Stożek
czwarta opowieść

"Stożek". Beskid Śląski to podobno taki park miejski Ślązaków. Tak niektórzy określają urbanizację, czy inaczej mówiąc zagospodarowanie gór. Ja zagospodarowanie rozumiem w ten sposób, że tam, gdzie stoi hotel, dom wczasowy lub całoroczna kolej krzesełkowa to jest tam dojazd drogą o podobnej jakości jak asfaltowa. Znana jest mi stacja narciarska Stożek Wielki. Byłem tam latem i zimą, a dziadostwo jest przez cały rok. Do końca drogi asfaltowej nie sposób dojechać, bo jest wąska i bardzo zniszczona. Są w niej wielkie przełomy i to często na krawędzi, a rowem jest już potok. Gdy asfalt się kończy zaczyna parking na klepisku i zimą jak snieg przesłoni to tylko doły i wzgórza tam czuć, ale latem w deszczu...Od parkingu jeszcze kilkaset metrów, a może nawet jest kilometr drogi gruntowej do koleii krzesełkowej i dużego nowego pensjonatu.

Wędrówka na Szyndzielię
trzecia opowieść

"Wędrówka na Szyndzielię". Od ostatnich zabudowań Szczyrku Biłej położonych powyżej dawnej chatki studenckiej pod Przełęcza Karkoszczonką podążałem pieszo na Klimczok. Początkowo na przełaj, czy jak inni mówią na intuicję i po kilku minutach byłem na szlaku czerwonym. Potem w prawo i dosyć ważnym szlakiem beskidzkim, a słabo oznaczonym przedzierałem się na Klimczok. Schronisko minąłem z prawej strony, a potem poszedłem dalej szlakiem czerwonym do ładnego, choć dużego schroniska Szyndzielnia. Ostatni odcinek drogi, był całkiem inny niż początkowy. Tutaj prawie cały czas rosną buki, choć niektóre pokręcone i karłowate to bardzo ładnie wyglądają. Schronisko Szyndzielnia posiada ciekawą wieżę, która kiedyś pełniła funkcje widokową. Od schroniska zawróciłem w kierunku Karkoszczonki, a potem samochodem zjechałem do Szczyrku.

Do Chaty Wuja Toma
druga opowieść

"Do Chaty Wuja Toma". Pewnego ranka miałem odwiedzić schronisko Chata Wuja Toma, Bałatnią, Klimczok i Szyndzielnię. Po nocnej jeździe samochodem fiat seicento ruszyłem przez Szczyrk Biłą w kierunku Chaty Wuja Toma. Chciałem wjechać samochodem jak najwyżej się dało. Początkowo podjazd był typowo beskidzki tzn. płyty ażurowe leżące na drodze, a czasem tylko pod kołami. Wąski, sztywny i kręty podjazd przymusowo kończył się jakieś 10 metrów przed krzyżówką i placem manewrowym. Właśnie te 10 metrów przed kresem stoi znak zakazu wjazdu. Myślę, że niewiele osób potrafiłaby cofnąć samochód na sam dół po przejechanej poprzednio drodze. Myślę. że mi to mogłoby sie nie udać, a gdybym miał się zatrzymać przed znakiem, to automatycznie brak szans na dalszy podjazd. O słuszności zakazu wjazdu nie można przecież polemizować, ale lokalizacja jest bezmyślna.

Na Skrzyczne
pierwsza opowieść

"Na Skrzyczne". Jedną z wielu ciekawych tras jakie odbyłem na terenie Beskidu Śląskiego to bez wątpienia zdobycie Skrzycznego. Nie sądziłem, że tego dnia, będę zdobywał szczyt. Miałem spotkać się z kierownikiem schroniska, a po rozmowie telefonicznej ustaliliśmy, że będę czekał wieczorem na telefon. Stało się troche inaczej, bo interesująca mnie osoba zjechała wyciągiem dużo wcześniej, gdy ja byłem poza zasięgiem telefonii komórkowej. W drodze wyjątku sprawe tą mogłem załatwić z bratem który był w schronisku. W czasie bezśnieżnego listopada ruszyłem z Dunacia biegiem do nartostrady, a potem cały czas w górę stokiem. O zmroku byłem na górze, a zejście nastapiło już w egipskich ciemnościach. Nie było szans, aby iść szlakiem, więc ponownie stokiem było najlepiej i najbezpieczniej.